♥ o mnie blog linki
♥ biblioteczka garderoba
♥ pamiętniki mojej babci
♥ fotografie (--> flickr.com)
♥ śmiesznostki śmiesznostki po angielsku
♥ historia "designu" strony
♥ o wróbelkach (obowiązkowa lektura każdego obywatela)
♥ dobra muza
♥ HOME MAIL
Lipiec 2010
Saki, The best of Saki. Pisałam już tutaj o tym rewelacyjnym zbiorku opowiadań. To ciągle w ramach braku sił do ruszenia jakiejś nowej książki. Saki jest znakomity, fantastyczny,
troszkę - odrobinkę tylko przyjemność z czytania psuje mi to, że zazwyczaj pamiętam puentę - chyba muszę odłożyć to na dłużej:p
Każdego roku w lipcu mam mało czasu na czytanie, w pierwszej połowie ze względu na uczestnictwo w łańcuckim kursie muzycznym (w tym roku również dołożył się do tego
koncert naszego zespołu, do którego przez trzy dni pod rząd mieliśmy CAŁODZIENNE ;p próby), a w drugiej ze względu na pracę tłumacza na tym samym kursie, która zobowiązuje mnie do
wysiłku intelektualnego mniej więcej codziennie w godzinach 9-18. To pozostawia mało energii na intelektualną rozkminę ambitnych książek, wskutek czego pozycje, po jakie sięgałam w tym miesiącu, to Mała księżniczka
Frances Hodgson Burnett, Złota korona Marii Kruger (zbiór pięknych opowiadań z historią Polski w tle) i Patty Jean Webster (bardzo zabawna i śliczna powieść dla DZIEWCZĄT :))). Wszystko to czytałam po sto razy jakieś kilkanaście lat temu (o jezu, ale jestem stara!),
ale pomimo tego, że to wszystko są książki dla dzieci, czyta mi się je bardzo przyjemnie. To może ostateczny dowód mojego zdziecinnienia;)
Czerwiec 2010
Oscar Wilde, The picture of Dorian Gray. Najlepiej mój stosunek do tej znanej, znanej powieści opisuje cytat z niej samej:
It was almost nine o'clock before [Dorian] reached the club, where he found Lord Henry sitting alone, in the morning room, looking very much bored.
"I am so sorry, Harry," he cried, "but really it is entirely your fault. That book you sent me so fascinated me that I forgot how time was going."
"Yes; I thought you would like it," replied his host, rising from his chair.
"I didn't say I liked it, Harry. I said it fascinated me. There is a great difference."
"Ah, so you have discovered that?" murmured Lord Henry. And they passed into the dinig room.
Paweł Jasienica, Polska Piastów. I tak ze średniowiecznej Toskanii przenoszę się do średniowiecznej Polski. Fajne, cudowne! Ostatnio sięgałam po jego książki w gimnazjum, płodząc jakieś referaty na historię, i już zapomniałam, jak to się dobrze czyta.
Frances Mayes, Under the Tuscan sun. Piszę te słowa (ach :))) nie skończywszy jeszcze tej książki, ale po przeczytaniu połowy mam wrażenie, że wiem, czego spodziewać się po drugiej. Książka w sumie spoko, myślałam, że będzie dużo gorsza! Zawsze jestem dość sceptycznie nastawiona do d z i e ł, którymi zachwyca się cały świat, yy, raczej chyba wszystkie media:) ale Under the Tuscan sun okazało się być całkiem niezłe. Tylko że trochę nudne - autorka opisuje pewną część swojego życia, spędzoną w Toskanii na kupowaniu domu,
cieszeniu się urokami włoskiej wsi i takie tam różne, i robi to w sumie ze smakiem - Frances Mayes uczy czegoś, co nazywa się creative writing, na uniwersytecie w San Francisco, i pisze dokładnie tak, jak się spodziewałam przeczytawszy tę informację na okładce - ładnie, zgrabnie, tylko mało inspirująco - to nie jest raczej Sztuka przez duże "s", tylko takie sobie o, pisanie, żeby uprzyjemnić komuś popołudnie. Ale faktycznie, czytając te wspomnienia, od razu mam ochotę przenieść się prosto do Toskanii!
Maj 2010 - nic, czytelnicza posucha. W ferworze pracy prawie zapomniałam o istnieniu czegoś takiego jak książki:) parę ledwo zaczętych pozycji:
Out of Africa Karen Blixen, Se una notte d'inverno un viaggiatore Italo Calvino (próbowałam ambitnie czytać w oryginale i nawet nie jest źle, jaki ten włoski prosty!) i po raz kolejny Natural Selection Billa Dare'a :)
Kwiecień 2010
Lauren Henderson, Randkowanie według Jane Austen. Hehe... na co mi przyszło... no dobra, już się tłumaczę:))) wracając do domu na weekend i pętając się przed odjazdem pociągu po stacji W-wa Centralna, zakupiłam sobie w takiej kanciapce z tanimi książkami dwie gazetki i książkę na umilenie sobie podróży. Po tę pozycję sięgnęłam oczywiście z powodu magicznego nazwiska "Jane Austen" na okładce. Po pewnym czasie znudziło mi się przedzieranie przez opisane tam różne historie miłosne (a szczególnie kiedy miałam czytać opisy historii miłosnych bohaterów Austen - u Austen są one lepiej opisane:p), ale zrobiłam sobie test i się ucieszyłam, bo wyszło mi, że jestem Elizabeth Bennett. No, to mi się podoba! Tylko gdzie ten Mr. Darcy? ;p (właściwie to może powinnam była uważniej przestudiować ten poradnik, bo niedawno znowu zostałam singlem :p)
Magdalena Samozwaniec, Z pamiętnika niemłodej już mężatki. Bardzo przyjemna, lekka i dowcipna lektura (przepadam za takimi książkami wspomnieniowymi, zresztą w sumie nie tylko wspomnienia autorki są tu zawarte, ale i masa jej różnych śmiesznych przemyśleń na różne, w sumie dość babskie tematy:))), za udostępnienie której dziękujemy bardzo A. z bloga Buksy! :)
Marzec 2010
Stanisław Ignacy Witkiewicz, Nowe formy w malarstwie i wynikające stąd nieporozumienia. Książkę tę wyszperałam dawno temu w jakiejś krakowskiej księgarni i podczytywałam jedynie fragmentami, ale już wtedy się nią zachwycałam. Potem pożyczyłam ją kumplowi - i wcięło:)). Niedawno znalazłam ją w firmowej księgarni PIW i nie mogłam się oprzeć, żeby nie kupić sobie drugiego egzemplarza, nawet jeśli tamten nie jest jeszcze spisany na straty:DD, i tym razem przeczytałam dokładnie od pierwszej do ostatniej strony. Książka i teorie w niej zawarte są absolutnie obłędne! Wydaje mi się, że powinien je znać każdy, kto chce zajmować się sztuką. Zresztą ten zeschizowany Witkac miał do spraw Sztuki niesamowite podejście i pisał o nim bardzo przekonująco, już nie mówiąc o tym, że to wszystko trafiło u mnie na podatny grunt, te wszystkie rozważania o Tajemnicy Istnienia i tak zwanych uczuciach metafizycznych, i ten niesamowity sposób, w jaki on potrafił ująć w słowa coś kompletnie nieokreślonego, abstrakcyjnego, jak odczucia, które wywołuje czy powinna wywoływać w nas sztuka - kurczę, no koniecznie trzeba to przeczytać!
Jeszcze do Witkacego: najstraszniejsze jest to, że on w tej swojej pracy, pisanej prawie sto lat temu, snuł takie przerażające wizje - społeczeństwa "zmechanizowanego", któremu sztuka, religia i filozofia nie będą już na nic potrzebne, które będzie sobie wegetowało w błogiej nieświadomości tej strasznej Tajemnicy Istnienia etc., nic nie tworząc i nie mając takiej potrzeby; i popatrzcie na nas: dla ilu z nas muzyka jest tylko brzęczeniem dobywającym się z radia, żeby zagłuszyć nieznośną ciszę, dla ilu z nas sztuki wizualne sprowadzają się do plakatu z Ikei na ścianie jadalni, i tak dalej? (oczywiście tu nie jestem w stanie wyjaśnić do końca tego, co Witkacy miał na myśli, a z tym, co tu napisałam, pewnie łatwo można się kłócić, ale po przeczytaniu Nowych form - włosy normalnie stają dęba! :p)
Władimir Nabokow, Obrona Łużyna. Książka, jakby to powiedzieć, mocno zeschizowana:). Nie wiem, dlaczego nie przemówiła do mnie do końca, może chodzi tu o styl pisania Nabokowa (swoją drogą, to jest moje pierwsze zetknięcie z pisarstwem autora Lolity), taki poniekąd bardzo drobiazgowy i obrazowy - może to jest kwestia tego, że natura poskąpiła mi wyobraźni plastycznej, bo wolę raczej taką prozę, którą się "słyszy" niż taką, którą się "widzi". (To wszystko są oczywiście moje nieokreślone odczucia spisywane o wpół do drugiej w nocy i pewnie nie są sensowne czy mądre!) Niemniej jednak, im dalej brnęłam w powieść, tym przyjemniej mi się ją czytało, jest rzeczywiście niesamowita!
Kiran Desai, Hullabaloo in the Guava Orchard. Książka o Hindusie, który wlazł na drzewo. Kurczę, chyba znakomita! To jest druga powieść tej autorki, którą czytałam, i obie mi się bardzo podobały, są takie jakby zupełnie inne, nieeuropejskie, bardzo indyjskie - zarazem leniwe, i, jakby to powiedzieć, intensywne? bogate? zmysłowe?:D kobieta ma chyba świetny warsztat literacki (o ile wolno mi to oceniać), tylko miałam wrażenie, jakby to Hullabaloo się urwało, jakby tam powinno być jeszcze jakieś zakończenie :p
Agatha Christie, Sad Cypress. No, dobry kryminał nie jest zły :)
Carlos Ruiz Zafon, Cień wiatru. Kurczę, spodziewałam się czegoś innego po tej książce. Zazwyczaj podchodzę podejrzliwie do pozycji, które osiągnęły taki sukces medialny, ale za sprawą paru audycji w Dwójce z udziałem Carlosa Marrodan Casas, gościa, który współtłumaczył tę książkę (nie pamiętam już, czy te audycje były poświęcone książce, czy Barcelonie), zawsze miałam wrażenie, że ten Zafon, to jakaś naprawdę ambitna literatura. A dostałam, hmm... chyba niezłą koncepcję na powieść, i to chyba wszystko! Generalnie mam wrażenie, że to taka bardziej melodramatyczna Przygoda fryzjera damskiego. Eduardo Mendoza napisał w sumie coś bardzo podobnego, tylko krótszego i śmieszniejszego.
Luty 2010
Tomasz Lem, Awantury na tle powszechnego ciążenia. Oj, strasznie przyjemna lektura! Wspomnienie o Stanisławie Lemie spisane ręką jego syna. Dużo fajnych rzeczy można się dowiedzieć i napisane bardzo ładnie:)
Sławomir Mrożek, Opowiadania. Tom trzeci, wyd. Noir sur Blanc (tak niedawno chyba:)). Te opowiadania są wymiecione w kosmos, boskie, niesamowite!;p było tam tylko jedno, którego zupełnie nie zrozumiałam... chyba napiszę o tym notkę na blogu ;p
Konstanty Ildefons Gałczyński, Notatnik z Altengrabow (z tomu Farlandia). Czyli zapiski poety z okresu, kiedy przebywał jako jeniec wojenny w niemieckim stalagu. Kira napisała mnóstwo mądrych rzeczy w posłowiu do tego Notatnika, więc ja już tu wysilać się nie będę, napiszę tylko, że gorąco polecam tę lekturę wszystkim miłośnikom Gałczyńskiego. Chyba wiele wnosi do rozumienia jego poezji, jakby się nad tym zastanowić... a w ogóle: o! o Notatniku na oficjalnej stronie Mistrza Ildefonsa:)
William Golding, Lord of the Flies. No, jak czytam taką książkę, to wiem, o czym czytam... ;p a tak na serio, to jest strasznie ciekawa i strasznie przejmująca lektura, już nie mówiąc o tym, że strasznie zastanawiająca - czy naprawdę chłopcy w wieku - przeciętnie - dziesięciu lat mogliby się dopuścić takiego okrucieństwa? Z drugiej strony, profesorka, która wykłada nam na studiach psychologię, ciągle z lubością uświadamia nam, że z eksperymentów psychologicznych (kojarzycie może, ci wszyscy "strażnicy i więźniowie" itd... ) wynika, że jesteśmy ogółem dużo okrutniejsi, niżbyśmy się po sobie spodziewali...
Mario Vargas Llosa, Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki. Nie mam pojęcia, co myśleć o tej książce. Może trochę dlatego, że taka miłość, jak ta opisana tutaj, kompletnie bezwarunkowa, bez względu na to, ile świństw wyrządzi ci twoja ukochana, jest dla mnie zupełnie nie do pojęcia :)). Treść powieści ma być nawiązaniem do Madame Bovary Flauberta - niestety nie czytałam tej ksiązki, chociaż wiem, o co tam chodzi, kiedyś udało mi się obejrzeć piękną francuską ekranizację - coś tam na rzeczy jest... ;pp ale wracając do tematu, fajnie mi się te Szelmostwa czytało, bo jest tam sporo opisów różnych ciekawych typów (w ogóle akcja dzieje się na przestrzeni kilkudziesięciu lat i zahacza chyba o wszystkie szerokości geograficzne, sporo okazji do ciekawych obserwacji), ale.. tak jakoś nie wiem co tu napisać.
Styczeń 2010
Jane Austen, Pride and Prejudice. Doprowadzam się do czytelniczego pionu, zaczynając od książki, którą znam chyba niemal na pamięć. Jak zwykle gorąco polecam... :D
Eoin Colfer, Artemis Fowl. Kod wieczności. Jak na razie jedyna przeczytana przeze mnie od początku do końca w tym miesiącu książka. Chyba dziecinnieję...
Spis prowadzony od października 2008.
2008
2009
Styczeń 2010
Luty 2010
Marzec 2010
Kwiecień 2010
Maj 2010
Czerwiec 2010
Lipiec 2010
Sierpień 2010