o mniebloglinkibiblioteczkagarderoba
pamiętniki mojej babcifotografie (--> flickr.com)
śmiesznostkiśmiesznostki in englishdobra muza
historia "designu" stronymoje życie na wykresie
o wróbelkach (obowiązkowa lektura każdego obywatela)

home ✉ mail

stąd pochodzą grafiki wykorzystane na stronie


Maj 2012

Aleksandar Hemon, Love and ObstaclesTytuł brzmi trochę kiczowato, ale do wzięcia książki do ręki zachęciła mnie jak zwykle - okładka:). Otworzyłam, przeczytałam kilka zdań i od razu mi się spodobało. Ta książka to kilka opowiadań łączących się w jeden cykl, nie wiem nic o autorze (może zaraz się dowiem;)), więc nie wiem, do jakiego stopnia autobiograficznych, opowiadających o losie małego Bośniaka, wychowanego w Sarajewie (chociaż już pierwsze opowiadanie mówi o tym, jak jego ojciec-dyplomata zabiera rodzinę do Afryki), który później, w czasie wojny, wyemigrował do Stanów. Bardzo mi się podobał styl pisania tego faceta (tak samo zresztą jak podobał mi się styl tego Greka z poprzedniej notki o The Slap, może teraz w ogóle jest jakaś dobra passa dla pisarzy takich grecko-bałkańskich?:)).


Christos Tsiolkas, The SlapPunktem wyjścia dla akcji powieści jest grill, na którym spotyka się kilka par z dziećmi, spokrewnionych albo zaprzyjaźnionych, w trakcie którego jeden facet zauważa, że dziecko znajomego zamierza się na jego własne dziecko jakimś kijem do baseballa (czy czymś takim, nigdy nie pamiętam dokładnie szczegółów) - dzieci mają po kilka lat - i chcąc je powstrzymać, w intencji obronienia swojego dziecka daje temu cudzemu klapsa. No i wychodzą nagle wszystkie między-rodzinne antagonizmy, a autor w sumie świetnie chyba analizuje zachowanie całego tego greckiego klanu. Czytałam to z dużym zaciekawieniem, fajnie to jest napisane i akcja rozwija się bardzo szeroko, to jest jakby cała taka panorama współczesnego australijskiego społeczeństwa przy okazji - i bardzo dużo o tej właśnie greckiej społeczności. Zabawne przy tym jest to, że u nas chyba nikt nie wpadłby na pomysł napisania książki, której akcja oparta jest na tym, że jedna rodzina pozywa drugą za danie dziecku klapsa. Z jednej strony reakcja mamy i taty dziecka, które klapsa dostało, jest oceniona jako t r o c h ę z a b a r d z o, ale z drugiej czy Polacy nie mają jeszcze do odrobienia fragmentu lekcji o prawach dziecka?:)


Kwiecień 2012 - Miesiąc Kiepskiej Lektury

Charles Dickens, Great ExpectationsCałe szczęście, to pomogło mi wyłamać się z trendu Kiepskiej Lektury:). Pięknie on pisał, tylko coś mnie przy tej lekturze uderzyło - jak czytam na przykład Jane Austen (wybaczcie mi, że zawsze muszę się na nią powołać;)), to zawsze mam wrażenie, że jej postaci są maksymalnie "żywe" - są po prostu niesamowicie psychologicznie wiarygodne, mają złożone, strasznie inteligentnie pomyślane osobowości, i spokojnie możnaby je sobie wyobrazić, jak prowadzą życie poza obrębem powieści. Natomiast u Dickensa - muszę się przyznać, że nie wymyśliłam tego sama, to jest w sumie spostrzeżenie zaczerpnięte z takiej książeczki, o której też tu wspominałam, stanowiącej zapis cyklu wykładów o powieści i jej formie wygłoszonych przez E.M.Forstera w Cambridge - i może posłużę się nawet jego określeniem. Podzielił on postaci w powieści na dwa typy - "płaskie", czyli jednowymiarowe, i "okrągłe", czyli wielowymiarowe. I dla opisania bohaterów Dickensa użył porównania do koła, które jest rozdmuchane na boki, tak, że wydaje nam się wielkie i okrągłe, dopóki przez moment nie obróci się w bok - i wtedy widzimy, że jest całkiem płaskie i brakuje mu właśnie tej głębokości:). I to zabawne porównanko, opisujące dickensowskie charaktery jako - po prostu - świetnie udające wielowymiarowe, cały czas mi się przypominało w czasie lektury:).


Melissa Nathan, Acting upChic lit. Który jest na maksa banalną zrzynką z Dumy i Uprzedzenia! W sumie zero wkładu własnego autorki:) No ale jak już się zaczęło, to przeczytać trzeba... hehe!


Meg Cabot, Every boy's got oneChic lit. Dalej jedziemy z odmóżdżaniem. Hehe!


Sophie Kinsella, I've got your numberChic lit. Nawet nie taki tragiczny, jak się spodziewałam:) cele odmóżdżające.


Marzec 2012

Stanisław Lem, SolarisTo nie była lektura, od której dostawałam gęsiej skórki, bo ja gęsiej skórki dostaję raczej od takich rzeczy jak Iwaszkiewicz, ale niemniej jednak była to lektura bardzo fajna! No i poziom rozkminy po prostu kosmiczny, po czymś takim myśli wędrują delikwentowi we wszystkie możliwe kierunki, od kwestii istnienia Boga, przez istotę ludzkiej moralności do rozważania, jak mogą wyglądać inne formy życia we Wszechświecie:)))


Zbigniew Herbert, Labirynt nad morzemZaczyna się to od Krety, której dzieje - i próby rekonstruowania Knossos i wszystkich tych innych -os opisuje Herbert tak pięknie, że siedząc w pociągu na trasie Przemyśl - Warszawa Centralna, miałam ochotę natychmiast przenieść się na tę cudowną wyspę - cztery tysiące lat temu. To mi się tak fascynująco rysuje w głowie, takie zupełne początki cywilizacji, i to jakiej cudownej, taka egzotyka, azjatyckość trochę taka i przy tym te wszystkie greckie skojarzenia, i te pałace - labirynty (w ogóle niewykluczone, że Knossos było używane w obrzędach związanych z kultem zmarłych, że wcale nie było pałacem mieszkalnym!), i ci smukli książęta z kwiatami lotosu i kapłanki w gorsetach obnażających piersi, byki i niebieskie ptaki - to się czyta jak jakąś fantastyczną bajkę, taki świt cywilizacji, Knossos w promieniach wschodzącego słońca i mgła unosząca się znad brzegu morza!:D no i masa innych ciekawych rzeczy o Grecji w ogóle, o Rzymie i o Etruskach - niesamowita historia Aten, które chyba były najbardziej pechowym miastem w historii Europy, i wszystko to opisane przepiękną, poetycką prozą. Cudowne!


Michaił Bułhakow, Mistrz i MałgorzataNo i kolejna kultowa pozycja. Zaczęłam ją czytac, mając chyba z dziesięc lat, i wtedy przeczytałam może z 10 stron, nic nie zrozumiałam i ze smutkiem odłożyłam na półkę, stwierdzając, że chyba jeszcze jestem za mała na taką mądrą książkę. I takie właśnie przekonanie utrzymywało mi się przez następnych dziesięc z hakiem lat. Na humanie w liceum wszyscy to czytali i jarali się tym, że bal, że kot, że wódka, na co ja uśmiechałam się miło z wewnętrznym przekonaniem, że te ludzie nic z tej Mądrej Książki z pewnością nie rozumią:) (w rzeczy samej najczęściej rozmowy o Mistrzu... sprowadzały się najczęściej do podjarania tym tekstem, który jeden z przybocznych Wolanda rzuca Małgorzacie na jej pytanie, czy podają jej wódkę: "Damie? tylko czysty spirytus!" i temu podobnymi, ale nie przeczę, że była w tym nutka mojej własnej yntelektualnej wyższości:)). No i przez to przekonanie miałam jakoś do tej powieści tak olbrzymią rewerencję, że w ogóle się nie mogłam za to zabrac. Aż w końcu wzięłam i przeczytałam wczoraj w nocy, na raz.

No, świetnie się to czyta - jak zaczęłam, już nie mogłam przestac. Ale faktycznie, żeby to wszystko zrozumiec? Odnieśc sobie do rzeczywistości własnej i tamtej? O czym ta książka właściwie jest? Owszem, fragmenty o Chrystusie i Poncjuszu Piłacie były chyba najłatwiejsze w interpretacji, bo do takiej literatury - takiej przedstawiającej dylematy moralne - jestem przyzwyczajona i chętnie ją łykam. Ale cała reszta, te wszystkie szatańskie schizy! Chyba muszę o tym coś poczytac:). No ale lektura znakomita!


Virginia Woolf, A room of one's ownNa tę kultową pozycję już od dawna ostrzyłam sobie zęby, przeczytawszy ongiś jakiś wyjątek z niej w podręczniku do polskiego - strasznie mi się spodobał. A teraz - cała książka - zabijcie mnie, ale jakoś... niebardzo. Chodzi mi o to, że Woolf owszem, ma świetne skojarzenia, jest przekonująca, jest w sumie dośc ciekawa i ma rację w tym, co tam opisuje, z pewnością - tylko ja w ogóle nie kupiłam jej stylu. Kiedyś, dobrych parę lat temu, czytałam do olimpiady anglistycznej Mrs Dalloway i też jakoś nie do końca mnie to chwyciło - nad tą Panią Dalloway niespecjalnie się wtedy zastanawiałam, ale teraz przychodzi mi do głowy, że to może chodzi o ten jej styl? Mi jakoś strasznie ciężko było się skupic na lekturze, bo po prostu Woolf używa, mi się wydaje, zbyt dużej ilości słów:) (ja wiem, teraz to brzmi jak u tego Kaisera-ignoranta, który powiedział Mozartowi, że w jego najnowszej operze jest za dużo nut). Ale tak - Woolf sama wychwala Jane Austen za jej elegancki, potoczysty, precyzyjny, melodyjny język - to czemu sama nie ubierze swoich myśli w słowa w równie dobry sposób? Oczywiście w tym eseju też widac, że ona lubiła te zabiegi w stylu stream of conciousness, i czyta to się tak, jakbyśmy śledzili na bieżąco jej proces myślowy. No, a ja bym właśnie wolała jakiś nieco bardziej uporządkowany rezultat tego procesu. Pisząc to wszystko, oczywiście muszę miec świadomośc, że moją własną pisaninę cechuje często to, co zarzucam teraz biednej Virginii Woolf - ale ja się na pisarza nie chowam na szczęście:))


Luty 2012

Mikołaj Łoziński, ReisefieberTa książka napisana została niedawno i od razu obsypana mnóstwem nagród za debiut, autor dostał Paszport Polityki, etc. Ciągle gdzieś ten tytuł wpadał mi w oko, aż w końcu wpadł mi w oko na półce w Empiku, więc skierowałam się z nim do kasy. I bo ja wiem, czy faktycznie musiałam to kupowac... Ogólnie książka mnie jakoś nie do końca przekonała. Owszem, problem poruszony w niej był fajny, ciekawy, tylko te postaci jakieś takie troszkę blade i dla mnie nie do końca wiarygodne psychologicznie. Na dodatek główny bohater miał zwyczaj łapania złego nastroju po obcięciu sobie paznokci, co było przypominane na każdym kroku - po co? Czy to wnosiło coś nowego do opisu jego relacji z matką? Chyba że wnosiło, tylko ja się nie zczaiłam;)


Jarosław Iwaszkiewicz, Opowiadania filmoweTaki zbiorek opowiadań, które stały się kanwą scenariusza filmowego. Pięknie pisał ten Iwaszkiewicz, jak to czytam, mam wrażenie, że to jest pisane idealnie pode mnie, idealnie - tak, żeby trafić w mój gust literacki, dokładnie tak, żeby mnie wzruszyć, tak jakby Iwaszkiewicz jeszcze przed moim narodzeniem dokładnie wiedział, jak:). Tak cudownie trafia ta jego proza w mój charakter, w moje odczucie dziwności i urody życia, a i w moje poczucie humoru, bo pobrzmiewa w tym pisaniu przy całej jego uczuciowości olbrzymi dystans autora do siebie samego. Zresztą bardzo zabawne było czytanie tego Iwaszkiewicza na zmianę z Mrożkiem - obaj unikają zbędnej czułostkowości, czy pompatyczności, ale w jak diametralnie różny sposób! Styl Mrożka jest chłodny i zwięzły, taka żyleta, a Iwaszkiewicza - również prosty, ale w zupełnie inny sposób, pełen niuansów i subtelny (w najlepszym tego słowa znaczeniu). Takie dwa zupełnie różne światy!


Sławomir Mrożek, Uwagi osobisteZbiór króciutkich felietonów publikowanych ongiś w Gazecie Wyborczej. Pisać to on umiał i poczucie humoru też miał, i miał też strasznie chyba wyczulone poczucie - hmm - konceptu? Jego skojarzenia i to, jaką nadaje im formę, są niesamowite, ale muszę się przyznać, że nie zawsze je rozumiem. Przyznaję się bez bicia, bo sam Mrożek opisuje w jednym z tych felietonów, jak to jakiś znany reżyser, robiąc w Paryżu Emigrantów, też nie rozumiał i wyciął scenę, która dla Mrożka miała niemal oczywistą wymowę! Zawszeć to milej nie rozumieć w takim doborowym towarzystwie:)


Helen Fielding, Bridget Jones: The edge of reasonWychodzi na to, że tracydyjnie w porze zimowej taki re-read. Odnotowuję już tylko dla porządku, za dziesięć lat przeczytam to sobie i będę śmiać się z siebie, ile razy mogłam przeczytać od deski do deski jedną książkę:)


Saki, The Best of SakiKolejna "powtarzana" lektura. Też się ucieszyłam, bo spodziewałam się, że będę pamiętać puentę każdego z opowiadań, ale jednak większość była dla mnie zaskoczeniem - najwyraźniej nie wracałam do tego wystarczająco długo:). Uwielbiam te opowiadania - faktycznie trochę trącą Wildem - dowcip ostry jak żyleta, tylko tak osadzony w pełnej konwenansów angielskiej rzeczywistości, tak ubrany w eleganckie słówka (oooch, jeśli chodzi o ubieranie myśli w słowa, to czytając to, zdaje mi się, że Saki był w tym mistrzem), że czasem trzeba się naprawdę dobrze pochylić, żeby go zauważyć. Niesamowite dziełka sztuki, dla tego poczucia humoru fantastycznego i dla formy!


Nick Hornby, High fidelityNo, uwierzyłam w sens kupowania książek!:D Myślałam, że całego Nicka Hornby'ego znam na pamięć, ale jednak jak wzięłam to do rąk (to jest moja druga lektura tej powieści), zupełnie nie pamiętałam, o co tam chodzi. Nick Hornby to jest taka dość specyficzna lektura, z jednej strony dość lekka i łatwo się czyta, ale jednak jakoś jest tam dużo życia - takie zupełnie zwykłe problemy, które każdego dotykają, dobrze opisane, tak, powiedziałabym, poruszająco. Tylko jedno zwróciło moją uwagę in minus w tej konkretnej książce - narracja jest pierwszoosobowa, ale uwagi narratora są bardzo wnikliwe - czy faktycznie taki zupełnie zwyczajny facet byłby jednocześnie tak spostrzegawczy i robił takie głupkowate czasami rzeczy?:)


Styczeń 2012

Karen Blixen, Out of AfricaNo po prostu piękne! Wolno się toczy bardzo, i kiedy pierwszy raz chwyciłam za to jakiś rok temu, nie do końca to kupiłam, a teraz widocznie miałam odpowiedni nastrój na taką lekturę - na opis tej afrykańskiej ziemi taki leniwy, i pisany językiem wykształconej damy, taki w pewnym sensie surowy, chłodny; a jednocześnie taki przemawiający, pełen cudownych szczegółów - czytam to i zupełnie jakbym tam była. Smutne jest tylko to, że na takie jej piękne życie pracowało w pocie czoła setki Murzynów... w sumie chyba nie chciałabym się zamienić. Ale co ja bym teraz nie dała, żeby znaleźć się w Afryce!


Lian Hearn, Grass for his pillowOj, doceniłam ci ja Harrego Pottera! To fantasy, czy tam jakieś skrzyżowanie powieści historycznej z fantasy, dostałam w skróconej wersji z jakąś gazetą wieki temu, i właściwie nie wiem, czemu mnie wtedy wciągnęło - właściwie jest to napisane trochę lewo, jakoś tak brakuje dramaturgii i w ogóle nie wiadomo o co chodzi. Właściwie jedyną przyjemnością w tej książce było śledzenie wątku - dopóki nie zorientowałam się, o co chodzi (ta książka jest drugą z serii), w ogóle nie obchodziło mnie to, co czytam.


Tadeusz Wroński, Sonaty i partity Bacha - studiumLektura zawodowa:). Przy czym bardzo ciekawie i pięknie napisana! Wroński to był taki nie tak dawno zmarły skrzypek, bardzo znany i poważany, przy tym znakomity pedagog, i zostawił po sobie masę takiej właśnie literatury fachowej.

Spis prowadzony od października 2008.

2008

2009

2010

2011

Styczeń 2012
Luty 2012
Marzec 2012
Kwiecień 2012
Maj 2012
Czerwiec 2012
Lipiec 2012
Sierpień 2012
Wrzesień 2012
Październik 2012
Listopad 2012
Grudzień 2012