Przeżyłam Najbardziej Pracowity Okres W Moim Życiu i w nagrodę dostałam boskie, boskie, cudowne wakacje na włoskim wybrzeżu. Konkurs skrzypcowy, na który pojechałam z dwoma kumpelami, skończył się dla nas wkrótce po przyjeździe (panowie jurorzy po prostu nas nie docenili :D), ale ponieważ lot powrotny z Rzymu zarezerwowany miałyśmy i tak na ostatni dzień maja, dostałyśmy w prezencie od losu tydzień urlopu w małym, włoskim miasteczku na wybrzeżu Adriatyku, podobno starszym od Rzymu, gdzie spędzałyśmy czas na przemian plątając się po wąskich uliczkach wśród starych kamieniczek z białymi okiennicami, kotami na parapetach i zielonymi drzwiami wejściowymi obrośniętymi pnącą różą, i robiąc sobie wypady na plażę i pławiąc się w słonej wodzie tudzież wystawiając swoje (blade w moim przypadku) ciała na prażące słońce. Swoją drogą, to fantastyczne, co te ludzie nie wymyślą – cztery dni temu byłam w Rzymie, wczoraj w Warszawie, a dzisiaj już jestem w domu – czy to nie jest niesamowite?

Przełamałam się i przeżyłam swoją pierwszą podróż samolotem. Jestem raczej z tych cykorowatych i wyobrażałam sobie, że moje odczucia w czasie lotu będą wyglądały tak, jak to opisuje niejaka kochana W. (całusy!!:):*), “jak lecę, to WIEM, że się rozbiję”! Przekonałam się jednak, że dopóki nie zdaję sobie sprawy z tego, jak wysoko jesteśmy, jestem w stanie całkiem spokojnie siedzieć w jednym miejscu na swoich czterech literach. (I przy okazji bulwersować się z powodu cen kanapek w samolotach Whizzair – szesnaście złotych za kawałek bagietki z plastrem sera? no słowo honoru! jako biedne studentki siedziałyśmy w samolocie umierając z głodu i patrząc, jak ludzie obok wcinają pomarańcze i sączą ciepłą kawkę…)

Teraz będzie kącik “garderobiany”. Ponieważ chwilowo nie prowadzę bloga szafiarskiego, o ciuchach będzie tutaj. Ktoś już może przede mną zauważył ten ciekawy fenomen – im dalej na południe, tym ludzie czyli kobiety chodzą bardziej pozakrywani. W Skandynawii nie byłam, ale naoglądałam się dość szwedzkich i norweskich blogów modowych, żeby nieustannie dziwić się wytrzymałości na zimno tamtejszych dziewczyn, które nawet w zimie (a w zimie w krajach skandynawskich są przecież chyba jakieś skandalicznie niskie temperatury!?) chodzą w kusych, cienkich kurteczkach, miniówach i legginsach. We Włoszech z kolei, gdy przy temperaturze +30 stopni Celsjusza zakładałyśmy szorty/mini/top z odkrytymi ramionami, czułyśmy się trochę nie na miejscu, patrząc na panie, które pomykały w czarnych spodniach do kostek i dzianinowych sweterkach z długim rękawem założonych na koszulę. Osochoziii? :)
PS Zdjęcia robiła Monia Ch. :)


W takim razie witamy na ziemi i czekamy na dalsze opowiesci ;)
Comment by buksy — June 3, 2010 @ 11:51 pm
Och, zazdroszczę, zazdroszczę, zazdroszczę!!
Mam też nadzieję, że teraz już będziesz częściej pisać, hm :>?
Comment by cynamonowa — June 4, 2010 @ 12:01 am
Cudne zdjęcia!:) ale zazdroszcze Wam takiego wypadu: taki relaksik daleko stąd ah oh:0 i do teog lot samolotem, tez niedawno leciałam pierwsyz raz w sowim zyciu i miałam oczywiście równiez wielki strach, ale jakos tego w ogle nie czułam że lecę, fajnie było :D
a ja przed sesją aktualnie wkuwam jak szalona, i końca nie widać, ale dam rade a jak:d
pozdrowienia:)
Comment by Magda:) — June 4, 2010 @ 6:53 pm
ejjj normalnie czad :) ja chcę zobaczyć wiecej zdj z Wlooooch :) a wiesz ze w samolocie zdj nie mozna robić?. :>
też leciała tą linią samolotów, ale nie przypominam sobie buły za 16 złociszy… >główkuje<. eeee.
u mnie też się dużo dzieje,
i to bardzo dobrego, ale dużo by tu pisać :) narazie poczekam aż przyjedziesz :) impreza przeniesiona tydzień później :)3lipca ;) robie sobie nowy fryz i pazuuury ;oo.
dobra w sumie to i tak duzo już powiedziałam;pp!.
buziaaaaki! :*
Comment by anuszka — June 22, 2010 @ 12:01 pm
i nie mówcie ze gracie Astora! <333333333 bomba!.
Comment by anuszka — June 22, 2010 @ 12:03 pm