A ja, równo dwa tygodnie po zakończeniu sesji, wciąż siedzę w Warszawie, zepsuł mi się telefon (i tym sposobem omija mnie jakieś 75% spontanicznych spędów towarzyskich), nie mam w ogóle pieniędzy (i tym sposobem omija mnie sezon wyprzedażowy… aaaah!), nie mam z czego grać, bo połowa moich nut została przypadkiem wywieziona do Rzeszowa, i… na tym skończę ten krótki opis mych nieszczęść, co nie znaczy, że ich więcej nie ma! :p
Staram się jednak dzielnie trzymać i na pocieszenie oglądam sobie Seks w wielkim mieście. Chwilowo obejrzałam dwa sezony i powiedzieć, że się odmóżdżyłam, to zdecydowanie za mało. Dziewczyny, jak my możemy oglądać takie be-ze-dury? Carrie Bradshaw ma najgłupsze problemy na świecie, zachowuje się momentami jak ktoś, kto cierpi na psychozę maniakalno-depresyjną (te wzloty i upadki nastrojów w zależności od jednego słowa wypowiedzianego – bądź nie – przez Mr Biga!), na dodatek jeśli nie jest w stałym związku, to się puszcza na prawo i lewo (Samantha jest tą postacią, która ma być wyzwolona seksualnie, ale Carrie też zmienia facetów jak rękawiczki, jeśli nie jest aktualnie z Bigiem :p) – zabawne jest, kiedy co odcinek wymienia się numerem telefonu z jakimś dopiero co poznanym w windzie czy w poczekalni u psychologa facetem, i z off-stage’u słyszymy jej głos, informujący nas o tym, że w zasadzie nigdy tego nie robi… potem ląduje z nim w łóżku, a pod koniec odcinka następuje zerwanie z jakiegoś irracjonalnego powodu:D na dodatek ma strasznie naiwne teksty, i chyba nie ma poczucia humoru, bo 50% procent dowcipnych tekstów podrywających ją facetów zostawia bez żadnej reakcji, ale nie wiem, czy to wina scenarzystów, czy Sarah Jessiki Parker :)))
(Mirandę chyba lubię najbardziej z wszystkich tych czterech szalonych trzydziestek, gdyby tylko nie ubierała się tak paskudnie po męsku, ale jest jedna postać , która, gdy pojawia się na ekranie, wynagradza mi wszystkie cierpienia… :D Chris Noth w roli Mr Biga to jest zdecydowanie to :D)
…w związku z czym chyba ostatnio cofnęłam się w rozwoju swoim intelektualnym. Zamiast grać czy czytać coś ciekawego, albo oglądam ten nieszczęsny Seks, albo sprzątam mieszkanie (dzisiaj dokonałam paru finishing touches i chałupka normalnie lśni!). W pionie trzyma mnie tylko konieczność pojawiania się na próbach naszego piazzollowego zespołu… thanks boys! What would I do without you?… :)

