To, że co jakiś czas pojawiają się okresy blogowej posuchy, jest chyba zjawiskiem, do którego czytelnicy mojego poprzedniego bloga zdążyli się już przyzwyczaić… I może zostałoby mi to wybaczone (?), gdyby nie szumnie zapowiadane w poprzedniej notce rozwiązanie konkursu, co? Strasznie Was wszystkich (tych, którzy wzięli udział w konkursie naturalnie:D) przepraszam, że tak się w.w. rozwiązanie opóźniło!! Ponieważ dostałam same prawidłowe odpowiedzi, prezenty dostaną wszyscy, którzy brali udział (a ja, głupia, myślałam, że to będzie taka trudna zagadka:D) tylko niestety trochę mi jeszcze zejdzie z ich wysłaniem, bo gorący okres (swoją drogą, jak to beznadziejnie brzmi, “gorący okres”, nie? ;p), który zaczął mi się po świętach, w sumie do tej pory jeszcze trwa… w międzyczasie miałam sesję (pierwszą w życiu), zostałam pogryziona przez kota (serio…. agent załatwił mnie tak, że przez dwa tygodnie nie mogłam grać, opiszę to chyba w następnej notce i będzie kolejna historia o kocie do kolekcji; powinnam się już była poznać na tych zwierzętach) oraz tudzież jednakowoż pojawił się w moim życiu pewien osobnik, przez którego dużo mniej czasu spędzam śledząc Was na blogach i Facebooku, i z tych wszystkich przyczyn – ja wiem, karygodne! – kompletnie zapomniałam o konkursie, który byłam ogłosiłam… ale pamiętam, i na pewno się tym zajmę w najbliższej przyszłości! Niech no tylko pozdaję te wszystkie egzaminy, których zagranie uniemożliwiła mi przygoda z kocurem, i wracam do blogowego światka :) całusy kochani!!!
Dostałam maila od mamy.
Tytuł: Dissapearing Santas.
Treść: “Niniejszym donoszę – zdekapitowałam 5tego Mikołaja. Sorry. Yours Mummy”
Ogłaszam konkurs: kto zgadnie, o czym pisała moja mama?:))
(Miałam napisać tutaj wyjaśnienie tego naszego z deka surrealistycznego żarciku, ale w sumie… czemu by nie podręczyć czytelników… ;p nagrody będą! Kto zgadnie, dostanie spóźniony prezent świąteczny, nawet wiem już jaki… z racji tego, że wskazówek praktycznie nie ma, prezent będzie naprawdę fajny! Przynajmniej w moim mniemaniu ;p)
Jeśli faktycznie ktoś jest chętny wziąć udział w konkursie i powalczyć o Fajny W Moim Mniemaniu Prezent, odpowiedzi proszę przesyłać na maila: caiushia[małpa]o2.pl. Ogłoszenie wyników w niedzielę 17 stycznia o godzinie 17.00 – chyba do tej pory wszyscy zainteresowani zdążą przeczytać tę notkę? :))))
PS Kochani moi – proszę nie umieszczać odpowiedzi w komentarzach, bo wtedy wszyscy zgadną!:D
Po pierwsze, na prośbę Hexe dodałam do bloga kanał RSS. Mam nadzieję, że działa!;p
Po drugie, zastanawiam się od jakiegoś czasu nad zmianą wyglądu strony i nie mam pojęcia, jak miałby wyglądać nowy layout. Ponieważ ostatnimi czasy jakoś brakuje mi fantazji, postanowiłam się wspomóc fantastyczną stronką z designami, na którą wpadam już od dawna, Fullmoongraphics, i wyszperałam tam sobie jeden taki szablonik, który mi się podoba. I tu pojawia się moje pytanie. W związku z tym, że autorka w.w. strony jest Amerykanką, wszystko w tym szablonie jest opisane po angielsku. Od linków na różne podstrony do grafik z cytatami. Czy Wam by to przeszkadzało? Jestem ciekawa Waszego zdania. Osobiście bardzo lubię angielski i często się nim posługuję, ale ta stronka istnieje nie tylko dla mnie, ale też i dla Was:)), więc ciekawa jestem, co o tym właściwie myślicie, dla kogo jest to niewygodne, itd…
Po trzecie, jestem ciekawa, kto z Was używa jakiej przeglądarki? Ja od pewnego czasu korzystam tylko z Firefoxa i kiedy ostatnio otworzyłam swoją stronkę w Internet Explorerze, to całkiem się zdziwiłam, jak różnie dwie przeglądarki mogą interpretować kod HTML;p (w Firefoksie kajus.pl wygląda chyba trochę lepiej, mam na myśli głównie kształt i wielkość czcionek…)
Będę wdzięczna za komentarze na temat wyżej wymienionych problemów:D a tymczasem, pozdrawiam świątecznie i wracam do obżerania się pysznym, domowym jedzonkiem!
“Aniołek z ciepłą dupką” to jedno z charakterystycznych powiedzonek przyjaciółki mojej mamy z okresu jej studiów. Przypomniało nam się, jak tylko popatrzyłyśmy na dekorację, którą własnymi ręcami zamontowałam pod sufitem w dużym pokoju – podczas ubierania choinki mama znalazła w którymś z pudeł takiego małego, srebrnego aniołka, półnagiego i grającego na jakiejśtam lirze czy cytrze, i wpadła na pomysł, żeby zrobić z niego takie putto - i zawiesić go pod sufitem. No to wzięłam ci ja go, pęczek anielskiego włosu i uwiązałam toto pod lampą wiszącą na środku sufitu. Uwiązałam zaś – zupełnie przypadkowo – w taki sposób, że pierwszą rzeczą, która rzuca się w oczy wchodzącemu do pokoju u rzeczonego aniołka, jest jego dupka:) (aniołek po prostu wypiął się na Święta :D)
Teraz jest po północy, czyli oficjalnie mamy już Wigilię, ja siedzę sobie w łóżeczku, przed nosem mam choinkę, na której wisi wszystko, od baniek – cacuszek, które w posiadaniu naszej rodziny znajdowały się chyba jeszcze przed drugą wojną, do wykonanych przeze mnie w podstawówce “ozdóbek”, a raczej “ozdupek” choinkowych, wśród których znajduje się na przykład Kiklop, czyli kłębek włóczki z przyszytą doń spódniczką z kilku warstw bibuły i takoż naszytym na środu okiem, sztuk jeden. Czyli dekorejszyn jest, żarcie (prawie całe) jest, atmosfera cieplutka jest, nawet spotkania po latach są (całusy for M&G, tak jest, żyję:D), no to nie pozostało już nic, tylko czekać na Święta, a tak sobie czekając, złożyć Wam serdeczne życzenia świąteczne: oby piernik się cudownie mnożył, grzaniec lał się strumieniami, a blogi pisały się same!;)
PS Nie byłabym sobą, gdybym nie dodała notki, nie roztrząsając chociażby jednego, chociażby najmniejszego problemu… :D otóż ubierając choinkę, zapodałam sobie z gramofonu (tak jest, mamy w domu takie dziwne, stare urządzenie) muzykę następującą: najpierw piosenki ze starych filmów Disneya, te, wiecie, najbardziej kultowe, When you wish upon a star, Give a little whistle, Someday my prince will come itd. – uwielbiam te piosenki, nie dość, że mają naprawdę chwytliwe melodie, to jeszcze są pięknie zaaranżowane i wykonane, zresztą sami wiecie – kto nie zachwycał się chociaż jedną piosenką z filmu Disneya;)… a następnie słuchowisko – bajkę muzyczną, której również namiętnie słuchałam, jak byłam mała, mianowicie Lata ptaszek po ulicy z tekstem Jana Brzechwy i muzyką Mieczysława Janicza. No i kurczę, cały problem polega na tym, że muzyka do tego słuchowiska jest równie pięknie napisana, zaaranżowana i wykonana, co piosenki z disneyowskich filmów, tylko że nimi zachwycają się wszyscy, a o takim polskim słuchowisku nikt nie wie… :( (więc postanowiłam wziąć przykład z kolegi, z którym jestem na roku, a który namiętnie propaguje polską muzykę i polskich kompozytorów, i też trochę popropagować! niestety nie mogę do końca wypełnić swojego zadania, bo nie umiem zgrać na kompa muzyki z czarnej płyty, ale może kiedyś mi się uda, a na razie niech wystarczy ta wzmianka :))
Starsze wpisy »
|
|