o mnie     blog     linki

biblioteczka     garderoba

pamiętniki mojej babci

fotografie (--> flickr.com)

śmiesznostki     śmiesznostki po angielsku

historia "designu" strony

o wróbelkach (obowiązkowa lektura każdego obywatela)

dobra muza

HOME     MAIL

Pacyfikacja

W roku 1942 w lutym Niemcy urządzili straszną rzeź w sąsiednich wioskach - w Kaszycach, Czelatycach i Rokietnicy. W Kaszycach zamordowali ponad stu ludzi, w Czelatycach około trzydziestu, i w Rokietnicy ponad trzydziestu. W Rokietnicy w rodzinie Strzelców był taki oto wypadek: żona Adolfa Strzelca poszła w jakiejś sprawie do Gimnnej Rady w Chłopicach, nie myśląc na pewno w ogóle, że gdy wróci, zastanie ze swej rodziny tylko trupy. Niemcy wpadli na podwórze Strzelców i widząc Strzelca przed domem, zastrzelili go na miejscu, matka jego widząc zabitego syna krzyknęła strasznie "Cóżeście zrobili, zabiliście ojca dzieciom!" - dzieci stały obok babci, więc łotry zastrzelili babcię, a dziecięta ze strachu uciekły do mieszkania, kryjąc się za szafę, rączkami zasloniły sobie oczy i w tej pozie zastała je zastrzelone matka, gdy wróciła do domu, który stał się grobem dla najbliższych jej osób. W Czelatycach w jednym domu wszyscy młodzi uciekli, zostawiając maleńkie dziecko w kołysce ze starym dziadkiem, sądząc, że tych nie zastrzelą - jakaż rozpacz straszna była, gdy wrócili wieczorem i zastali i dziecko, i dziadka zastrzelonych.

Kiedy już piszę o tych strasznych wypadkach, wspomnę jeszcze o podobnych, które się działy w Łańcucie w okresie od roku 1942 do 1943. Był w żandarmerii niemieckiej taki morderca nazwiskiem Kokot, który sam prawie wystrzelał wszystkich Żydów w tym mieście i w okolicy. Jednego razu, kiedy przechodziłam ulicą, zauważyłam, że o kilka kroków naprzód szła kobieta, nagle z bocznej ulicy wypadł strzał i kobieta upadła na chodnik, jęcząc okropnie. Zaczęłam szybko biec w jej kierunku, chcąc udzielić jej pomocy, schyliłam się nad nią, jej duże piwne oczy, pełne bólu i proszące o pomoc patrzyły na mnie, lecz w tej chwili obrzydliwe i silne łapy odepchnęły mnie od leżącej kobiety. Niemiec krzyczał zachrypłym głosem "das ist Jud" i celował we mnie lufą karabinu.

Jednego razu prowadził ten sam drań dwie małe Żydóweczki, mogły mieć lat osiem, dziesięć, były bardzo piękne i tak płakały, ludzi po drodze prosiły o ratunek - Niemiec zaprowadził je na żydowski cmentarz i tam zastrzelił; tym podobnych zdarzeń było tysiące. W Łańcucie burmistrzem był Wojnarewicz, jednej nocy zastrzelono go, władze niemieckie w zemście za niego przywieźli dziesięciu więźniów, którzy ręce mieli związane kolczastym drutem, złączeni wszyscy razem. Ustawili ich rzędem na skraju miasta i strzelali do nich po jednemu powoli i donośnie, aby ludność dobrze słyszała, gdy zabici padali na ziemię, jeden pociągał za sobą następnego, a kolce wpijały się w ciało. Na drugi dzień były jeszcze ślady mordu, roztrzaskany mózg na brzegu, obecnie jest tam wybudowany pomnik.

Będąc raz w Przemyślu, przechodziłam koło obozu żołnierzy radzieckich - straszny był to widok, ludzie ogrodzeni drutami kolczastymi, zziębnięci, głodni strasznie i bici. Dwóch Niemców prowadziło z pracy kilkunastu Sowietów, na platformie wieźli dwóch żołnierzy wyczerpanych i zbitych, co było widać po ich twarzach, strasznie opuchniętych i pokrwawionych. Wśród pchających platrofmę znajdował się młody chłopiec, rozpoznałam po czapce - komsomolec, nie miał już sił, upadał co chwilę na twarz, cały wybrudził się w rozmokłym śniegu i błocie, koledzy go podtrzymywali i pomagali mu wstać, ale jeden z konwojujących ich Niemców zaczął go tak okropnie bić karabinem i kopać, a gdy chłopak już się nie podniósł, Niemiec brodził po nim butami, i, o dziwo, chłopak nie wydał nawet jednego jęku. My, widząc to, zaczęłyśmy płakać.

W Jarosławiu jeńcy sowieccy pracowali przy nasypie kolejowym, a ludzie ukradkiem donosili im jedzenie. Jacyż oni byli strasznie głodni, gdy wyjmowałam chleb, to tysiące rąk wyciągało się po jeden kawałek, więcej wieźć im nie można było, bo Niemcy pilnie śledzili, aby ludność nie donosiła jeńcom jedzenia. Później w ogóle zabronili tam chodzić. Gdy w roku 1944 zobaczyłam, jak jeniec - Niemiec uniżenie podbiegł podtrzymać cugle konia żołnierza sowieckiego, ależ ja się cieszyłam! Nie było wtedy śladu po tej pysze i bucie niemieckiej.

Niemcom w tym podobnych sprawach pomagali Ukraińcy, syn popa z Pełnatycz brał udział w pacyfikacji Rokietnicy, Kaszyc i Czelatyc. W Boratynie również byli Ukraińcy, lecz pop ich uspokajał, więc jakoś siedzieli spokojnie; trzech było naprawdę niebezpiecznych, ale jednego z nich Polacy zastrzelili i to w dzień, a dwaj uciekli, był to rok 1944. Przyjechało dużo repatriantów ze wschodu, każdy Polak brał albo całą rodzinę, albo przynajmniej jedną, dwie osoby, zależnie od miejsca, zamożności i ilości ludzi w domu.

W czerwcu tego roku Niemcy zastrzelili naszego sąsiada, Andrzeja Steca - był z niego nie tylko, że bardzo dobry sąsiad, ale człowiek rozumny, mądry, o jednakowych poglądach politycznych, należał do Batalionów Chłopskich, był i we Francji, nie mniej odczuliśmy stratę po nim niż po swoich w rodzinie. U Myczkowskich aresztowano pięciu synów. Sytuacja stawała się coraz trudniejsza. Ukraińcy podali na zakładników dwunastu Polaków, między nimi byli moi dwaj bracia. Wreszcie nadszedł lipiec, mieliśmy szkła powiększające i gdy patrzyłam w kierunku lasu, jakieś czarne punkciki zaczęły dziwnie sunąć po zbożu, oddałam bratu lupę, ten popatrzył i krzyknął: "Sowieci!" Zeszliśmy ze strychu co tchu, aby się podzielić nowiną z matką i znajomymi, i rzeczywiście za godzinę pierwsze patrole ostrożnie posuwały się ku nam - byli bardzo zmęczeni i spragnieni, ile było kwaśnego mleka, tyle zaspokoiliśmy pragnienia, brat przyniósł kilka karabinów i granatów, oddając im to na znak zaufania i szczerości, ale oni rzekli: "Za nami idzie wasza armia, to dla niej zostawcie i z nią idźcie". Lecz bratu pomimo największych i najlepszych chęci nie dane było walczyć z wrogiem jak w 39 roku. Na wojnę nie poszedł, gdy jeszcze lepiej się czuł, był tłumaczem przy komendancie wojennym w Chłopicach, lecz później niewiele mógł zrobić, namęczył się strasznie, zachorował i umarł również w młodym wieku. A więc stara już matka pogrzebała czwartą ofiarę ze swej rodziny.

Pamiętniki mojej babci:

Z lat dziecięcych
Młodość
Sprawy domowe
Okupacja
Pacyfikacja